Bez kategorii

Pomóżmy ludziom spłacać kredyty we frankach

Temat franka szwajcarskiego jest ostatnio tematem, który dotyczy wielu osób. W grę wchodzą duże pieniądze, a z tym wiążą się też duże emocje.

Podnoszą się głosy nawołujące do ratowania osób, które spłacają kredyt we frankach. Rzecz w sumie oczywista, by ratować osoby, które nie są same w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań.

Jednak pewien cień na takie rozumowanie rzuca rozmowa  z doradcą kredytowym z jednego z popularnych portali.

Człowiek będący sprzedawcą kredytów w prosty sposób opisuje to, co się działo w czasach, kiedy kredyty te dobrze się sprzedawały.

Banki to maszynki do zarabiania pieniędzy. Takie kredyty są dużo bardziej opłacalne dla banków.

Trzeba pamiętać, że doradcy finansowi to nikt inny jak po prostu sprzedawcy. Oni co miesiąc dostają tabelę prowizyjną i patrzą, co im się opłaca sprzedawać.

Trudno odmówić celności temu sformułowaniu. Banki to firmy, a ich produktem jest pieniądz. Ich zadaniem, jak każdej firmy jest maksymalizacja zysku w granicach prawa. Jeśli na kredycie we frankach bank może zarobić więcej – stara się sprzedać takich umów jak najwięcej. Ponieważ produkty finansowe sprzedają doradcy – wystarczy dać odpowiednio większą prowizję, by zmotywować sprzedawców do promowania takich umów.

Bank przygotowuje produkt, a ludzie go kupują. Jak wiemy kupowanie często jest irracjonalne i bywa, że decydujemy się na zakup, który jest ponad stan. Tutaj dodatkowe informacje niesie kolejny tekst, w którym możemy przeczytać wyznanie osoby, która spłaca kredyt we frankach:

Kupując mieszkanie byliśmy w dołku finansowym. – Więc w grę wchodziły jedynie franki, a do tego pozapożyczaliśmy się u rodziny. Dlatego na początku cieszyłem się, że raty są tak niskie, bo dzięki temu stać nas było na spłatę. Gdyby wtedy frank oszalał, tobyśmy w tych finansach utonęli – mówi Michał. Przyznaje jednak, że od początku nie miał złudzeń, że mu się ten frank odbije czkawką. – Nie wiedziałem tylko, że aż taką. Staram się więc o tym nie myśleć, nie przeliczać. Nie siedzę obsesyjne z kalkulatorem w ręce – mówi.

 

Ratowanie osób, które podjęły ryzykowne decyzje przed konsekwencjami ich działań wpisuje się w oczekiwania górników, rolników, lekarzy, którzy oczekują od państwa zabezpieczenia pracy i godziwych przychodów.

Nie jest to dziwne, ani odosobnione podejście, wystarczy popatrzeć w stronę Grecji, gdzie wybory wygrali ci, którzy obiecują koniec zaciskania pasa. Szkoda, że brak w tym chęci ponoszenia konsekwencji nie oszczędzania i życia ponad stan.