dylematy

Śmierć Jana Góry osp.

Niedawno zmarł duchowny- Jan Góra – twórca spotkań młodzieży w Lednicy 2000. Charyzmatyczny duchowny.

Msza była dlań zawsze głębokim, mistycznym przeżyciem. Podczas mszy właśnie zmarł – reanimacja nic nie dała – tyle możemy dowiedzieć się z oficjalnych komunikatów.

Nasuwa się pytanie, czy misterium śmierci kapłana podczas mszy należy przerywać reanimacją? Czy dla duchownego, dla którego całe życie było droga ku Bogu może być coś piękniejszego, niż śmierć podczas mszy? Czy mamy prawo chwilę, gdy dusza wyrywa się do Boga zakłócać tarmoszeniem ciała?

Wydaje się, że gorączkowość reanimacji wynika z lęku przed śmiercią, a w takiej chwili bardziej odpowiednie byłaby modlitwa, śpiewy na chwałę Pana i refleksja nad naszą śmiertelnością. Powołanie swego kapłana do domu ojca podczas mszy jest ukazaniem umiłowaniem przez Boga, a nie powinniśmy się tej woli sprzeciwiać.

Czy mamy prawo sprawiać, żeby nasz lęk przed śmiercią utrudniał duszy drogę w zaświaty? Czy reanimacja w tej sytuacji nie jest bardziej dla naszego spokoju sumienia, niż zgodą na to, co niepojęte? Dlaczego nie pozwalamy umierać w sposób naturalny, godny, wspierając duszę w porzucaniu materialnej powłoki – w co jako katolicy, chrześcijanie przecież wierzymy?

Zwykły starzec nie wstający z łózka, po nagłym wylewie zostaje poddany trepanacji czaszki mimo że szanse postawienia go na nogi są mniejsze niż małe. Umierające ciało męczy się operacjami, transfuzjami podtrzymując życie, mimo że bez świadomości.

Śmierć jest procesem naturalnym i to dość doniosłym. Przedłużanie cierpień każe podejrzewać, że stoi za tym raczej nie dobro umierającego, lecz niepokój o oskarżenie zaniedbania, lub co gorsza potrzeba ćwiczenia na osobniku, którego i tak już nie uda się uratować. Tak, czy inaczej śmierć zostaje oddarta ze swej mistyki oddzielania się duszy od ciała, zagłuszona czynnościami odwracającymi od niej uwagę.

Takie próby mogą skończyć się jedynie stwierdzeniem „Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, by przywrócić go do życia” Nie udało się. Nie udało się też odejść w pokoju, nie udało się wesprzeć duszy w na nowej drodze istnienia. Może my przynajmniej możemy odwrócić swoją uwagę od naszej śmiertelności i smucić się, że śmierć zabrała nam ważnego człowieka całkowicie